Listopad dobiega końca, a ja patrzę wstecz i nie mogę uwierzyć, jak bardzo różnił się od października. Ten spędziłam głównie na L4, zmagając się z własnym ciałem i zastanawiając się, czy w ogóle stanę na dwóch nogach w listopadzie. A jednak… udało się. Małymi krokami wracam do sprawności fizycznej, a każdy taki krok daje mi ogromną radość i poczucie, że wracam do siebie. W tym miesiącu rozpoczęłam kurs na nauczyciela jogi – coś, co odkładałam w nieskończoność. Pierwsze zajęcia w Gdańsku, pierwsza długa podróż od lat, pierwsze refleksje… i nagle uświadamiam sobie, że wszystko w życiu dzieje się po coś. Że zmiany są nieuniknione, ale mogą być piękne, jeśli tylko pozwolimy sobie je przyjąć. Udało mi się również zrealizować kolejnego Campa po zdrowie z niezastąpioną fizjoterapeutką z Fizjo Śmiechowicz – jeśli jeszcze nie znacie, polecam jej profil: Fizjo Śmiechowicz na Instagramie W tym roku odwiedziliśmy piękną grupą Sandomierz – pogoda idealna, święto młodego wina magiczne, a p...