Przyszedł marzec. Dni robią się dłuższe, noce krótsze. Z każdym porankiem jest więcej światła i mam wrażenie, że coś powoli się budzi – nie tylko w naturze, ale też we mnie. Przesilenie wiosenne przynosi więcej lekkości, oddechu i przestrzeni. Po miesiącach ciemności to światło naprawdę robi różnicę. Czujemy więcej energii, większą chęć do działania, ale też potrzebę zmiany.I jednocześnie coraz mocniej widzę, jak bardzo odeszliśmy od naturalnego rytmu dnia i nocy. Od prostego podziału: jest czas na działanie i jest czas na odpoczynek. Świat pędzi, wszystko jest „na już”, ciągle coś trzeba zrobić, nadgonić, poprawić. A gdzieś po drodze tracimy to, co najcenniejsze – czas. Ja sama przez długi czas funkcjonowałam w takim trybie. Jeszcze coś wieczorem, jeszcze coś przed snem, jeszcze chwila z telefonem. I nagle robiła się noc. Powrót do rytmu natury Teraz coraz częściej wybieram inaczej. Doceniam sezonowość i to, jak bardzo wpływa na nasze samopoczucie. Naprawdę czuję, że moje ...
Prosto, naturalnie, uważnie – codzienność w rytmie natury