Przejdź do głównej zawartości

Posty

Skąd u mnie ta joga? (czyli historia bez kadzidełek, ale z oddechem)

Ze sportem byłam związana właściwie od zawsze. Nie w stylu olimpijskich ambicji ani planu na złoty medal, raczej na zasadzie: coś się zawsze działo. Były różne etapy, różne aktywności, różne momenty w życiu. Czasem bardziej regularnie, czasem bardziej „na dobre chęci”. Ale ruch był obecny. Ciało było w użyciu. Zadania do wykonania też się zgadzały. Sport był czymś normalnym. Czymś, co się robi. I chyba właśnie dlatego byłam przekonana, że w tej kategorii wiem już wszystko. A potem przyszła joga. Bez wielkich zapowiedzi. Bez objawienia. Bez myśli, że to coś, co zmieni moje życie. I zrobiła coś, czego absolutnie nie spodziewałam się po żadnym sporcie. Nie zapytała mnie, ile razy w tygodniu ćwiczę. Nie interesowały jej wyniki ani to, czy robię coś „wystarczająco dobrze”. Nie poprawiała mnie co chwilę i nie motywowała hasłami w stylu „dasz radę, jeszcze trochę”. Przyszła… i pozwoliła mi być sobą. Bez udowadniania. Bez spiny. Bez porównywania się. I to było zaskakujące. Bo nagle nikt mnie n...
Najnowsze posty

Podsumowanie Stycznia

Styczeń zaczął się spokojnie. Drogą do Gdańska i z powrotem. Zajęciami, które wracały do rytmu, i wielkimi powrotami podopiecznych na maty. Było w tym coś kojącego — jak pierwszy oddech po przerwie, jak przypomnienie, że ciało i uważność zawsze wiedzą, gdzie jest dom. Ten miesiąc był jednak przede wszystkim próbą. Bez planu, bez założeń, bez wielkich postanowień. Po prostu się wydarzył. Przepłynął — czasem łagodnie, czasem opornie — zostawiając po drodze chwile zwątpienia. Zima w tym roku nie była łaskawa. Szara, ciężka, bardziej wyczerpująca niż otulająca. A przecież to czas, w którym naturalnie chciałoby się zapadać w sen zimowy. Tyle że rola samodzielnej kobiety rzadko sprzyja siedzeniu w ciepełku z kubkiem herbaty. O czytaniu książek nawet nie wspomnę — choć bardzo tego pragnęłam. Przeczytałam zaledwie pięć stron książki, która czeka na mnie cierpliwie. I to też jest jakimś znakiem tego stycznia. W tych dniach mata pozwalała mi wracać do równowagi. Do oddechu. Do ciała. Do si...

Zima trzyma, a ja już w ogródku (mentalnie)

  Niby styczeń, niby mróz, niby człowiek powinien jeszcze udawać, że żyje zimowym życiem… ale nie. Ja już jestem myślami parę miesięcy do przodu, w słońcu, w ziemi po łokcie, z chwastem we włosach i satysfakcją level 100. Zaczynam właśnie coroczne planowanie mojego mikro ogródka . Mikro, czyli jakieś skromne 100 metrów do ogarnięcia . Totalnie nie wiem, kto wpadł na pomysł, że to „niedużo”. Przecież to jest wieczny Tetris w wersji roślinnej: tu grządka, tam krzaczek, tu ścieżka, a tu jeszcze „o, zmieści się jedna cukinia”… a potem się okazuje, że cukinia planuje przejąć kontynent. Co roku mam ten sam schemat. Styczeń/luty: wizjoner. Architekt krajobrazu. Królowa planów. Marzec: już prawie kupuję pół ogrodniczego internetu. Kwiecień/maj: latam z łopatą jak nakręcona, brud pod paznokciami, plecy bolą, ale szczęście jak po wygranej na loterii. A potem przychodzi czerwiec i lipiec… i życie mówi: sprawdzam . Praca, obowiązki, zmęczenie, wyjazdy i nagle ogród przechodzi w tryb: ...

Swadhjaja – czyli jak zacząć naprawdę poznawać siebie

 Swadhjaja to jedna z tych praktyk jogi, które nie dzieją się na macie, a jednak potrafią zmienić całe życie. To samopoznanie poprzez uważną obserwację siebie – swoich myśli, emocji, reakcji i schematów, które nosimy w sobie często od lat. Nie chodzi tu o analizowanie każdego szczegółu ani o poprawianie siebie na siłę. Chodzi o zatrzymanie się i szczere zobaczenie: co ja właściwie czuję, myślę i dlaczego reaguję właśnie tak? W codziennym biegu łatwo żyć na autopilocie. Wstajemy, działamy, reagujemy, denerwujemy się, cieszymy, martwimy – często nawet nie zauważając, co się w nas dzieje. Swadhjaja zaprasza do czegoś zupełnie innego. Do tego, by zauważyć siebie w trakcie życia , a nie dopiero wtedy, gdy coś już się rozsypie. To moment, w którym przestajesz wierzyć bezkrytycznie każdej swojej myśli i zaczynasz ją obserwować. Zamiast „taka już jestem”, pojawia się pytanie: „czy na pewno?” Ważne jest to, że swadhjaja nie jest drogą samokrytyki. To nie jest wewnętrzny głos mówiący: „zn...

Jak kupiłam kurtkę i nie upadła cywilizacja (czyli o postanowieniach, które mają kontakt z rzeczywistością)

Styczeń to piękny czas. Wszyscy jesteśmy wtedy lekko odklejeni od realiów, na fali noworocznego optymizmu. W głowie playlisty motywacyjne, w sercu wizja nowego życia, a w notatniku lista postanowień dłuższa niż paragon z Ikei. W tym roku jedną z moich ambicji było: kupować mniej ubrań . Być bardziej świadomą, odpowiedzialną, kapsułową, minimalistyczną i najlepiej jeszcze pachnącą lasem i moralną wyższością. I szło mi świetnie. Naprawdę. Nie klikałam „dodaj do koszyka”. Omijałam promocje. Patrzyłam na „-70%” i mówiłam: nie dziś, szatanie . Aż do momentu, w którym moja stara kurtka postanowiła zakończyć ziemską wędrówkę. Nie symbolicznie. Dosłownie. Rozchodziła się na szwach jak moje postanowienia około 27 stycznia. Śmierć kurtki była nagła, ale spodziewana To nie był dramat w stylu „och, znudziła mi się”. To był etap: – zamek działa tylko pod kątem 37° – rękaw ma własną interpretację długości – przy mocniejszym wietrze czujesz, że jesteś bardziej w relacji z naturą, niż pla...

Tapas - trzecia nijama

Co jest moją praktyką tapas w tym momencie życia? Przez długi czas tapas w ogóle nie istniało w moim słowniku. Zamiast tego było słowo „samodyscyplina”, które traktowałam jak ideę zupełnie poza moim zasięgiem. Uważałam, że to jakaś żelazna konsekwencja, którą ma się albo nie — i że trzeba do niej posiadać „charakter”, którego ja rzekomo nie miałam. Tapas brzmiało jak wewnętrzny reżim, twarda konsekwencja i codzienne wyrzeczenia — czyli dokładnie to, co kojarzyłam z czymś nierealnym w moim życiu.Dopiero teraz dowiaduję się, że tapas ( samodyscyplina)może być czymś zupełnie innym: małym płomykiem, który podtrzymuję codziennymi wyborami, a nie pożarem, który musi palić się pełnym ogniem. I to odkrycie otworzyło mi drzwi do praktyki, która jeszcze niedawno wydawała się dla mnie nie do osiągnięcia. ADHD, z którym funkcjonuję, również nie ułatwia sprawy. Chaos, nadmiar bodźców, skakanie z zadania na zadanie sprawiają, że sama idea regularności wydawała mi się długo zupełnie abstrakcyjna. Pr...

Joga w codzienności: oddech, o którym łatwo zapomnieć

 Na macie o oddechu pamiętamy prawie zawsze. Instrukcje, pauzy, cisza. Jest przestrzeń, żeby go poczuć. Poza matą oddech bardzo szybko schodzi na drugi plan. Nie dlatego, że przestaje być ważny. Tylko dlatego, że dzień zaczyna się toczyć własnym tempem. I nagle łapiemy się na tym, że oddech jest płytki. Że barki są wysoko że szczęka zaciśnięta, że coś w środku jest w gotowości, jakby cały czas trzeba było reagować. Oddech w zwykłych momentach Najczęściej zauważam oddech wtedy, kiedy robię coś bardzo zwyczajnego. Podczas zmywania naczyń. Kiedy stoję w kolejce. Kiedy prowadzę samochód i czerwone światło trwa odrobinę za długo. W tych momentach nie ma przestrzeni na „praktykę”. Jest tylko to, co jest. I właśnie wtedy oddech bywa najbardziej szczery. Pokazuje, w jakim naprawdę jestem stanie. Czy pędzę. Czy jestem spięta. Czy gdzieś w środku czekam na coś, co ma się wydarzyć. Zauważyć, zanim zareaguję Coraz częściej widzę, że oddech pojawia się dokładnie przed reakcją. Zanim coś ...