Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2026

Skąd u mnie ta joga? (czyli historia bez kadzidełek, ale z oddechem)

Ze sportem byłam związana właściwie od zawsze. Nie w stylu olimpijskich ambicji ani planu na złoty medal, raczej na zasadzie: coś się zawsze działo. Były różne etapy, różne aktywności, różne momenty w życiu. Czasem bardziej regularnie, czasem bardziej „na dobre chęci”. Ale ruch był obecny. Ciało było w użyciu. Zadania do wykonania też się zgadzały. Sport był czymś normalnym. Czymś, co się robi. I chyba właśnie dlatego byłam przekonana, że w tej kategorii wiem już wszystko. A potem przyszła joga. Bez wielkich zapowiedzi. Bez objawienia. Bez myśli, że to coś, co zmieni moje życie. I zrobiła coś, czego absolutnie nie spodziewałam się po żadnym sporcie. Nie zapytała mnie, ile razy w tygodniu ćwiczę. Nie interesowały jej wyniki ani to, czy robię coś „wystarczająco dobrze”. Nie poprawiała mnie co chwilę i nie motywowała hasłami w stylu „dasz radę, jeszcze trochę”. Przyszła… i pozwoliła mi być sobą. Bez udowadniania. Bez spiny. Bez porównywania się. I to było zaskakujące. Bo nagle nikt mnie n...

Podsumowanie Stycznia

Styczeń zaczął się spokojnie. Drogą do Gdańska i z powrotem. Zajęciami, które wracały do rytmu, i wielkimi powrotami podopiecznych na maty. Było w tym coś kojącego — jak pierwszy oddech po przerwie, jak przypomnienie, że ciało i uważność zawsze wiedzą, gdzie jest dom. Ten miesiąc był jednak przede wszystkim próbą. Bez planu, bez założeń, bez wielkich postanowień. Po prostu się wydarzył. Przepłynął — czasem łagodnie, czasem opornie — zostawiając po drodze chwile zwątpienia. Zima w tym roku nie była łaskawa. Szara, ciężka, bardziej wyczerpująca niż otulająca. A przecież to czas, w którym naturalnie chciałoby się zapadać w sen zimowy. Tyle że rola samodzielnej kobiety rzadko sprzyja siedzeniu w ciepełku z kubkiem herbaty. O czytaniu książek nawet nie wspomnę — choć bardzo tego pragnęłam. Przeczytałam zaledwie pięć stron książki, która czeka na mnie cierpliwie. I to też jest jakimś znakiem tego stycznia. W tych dniach mata pozwalała mi wracać do równowagi. Do oddechu. Do ciała. Do si...