Przejdź do głównej zawartości

Śauca to pierwsza z pięciu Niyam - jak ją rozumiem

 Moja mama i babcia doskonale to wiedziały, choć nigdy nie słyszały słowa niyama, a tym bardziej Śauca. Nie znały zasad jam i nijam, nie czytały tekstów jogicznych, a jednak intuicyjnie praktykowały to, o czym one mówią. Moja mama-przed świętami wchodziła w stan niemal rytualny. Sprzątanie nie było dla niej obowiązkiem ani karą, ale ceremonią. Ruchem, który porządkuje przestrzeń i energię, przygotowuje dom na zmianę, na nowe.

Przez lata miałam wobec tego bunt. Feministyczny, głośny, trochę ironiczny. Obśmiewałam matczyne porządki jako symbol polskiego przedświątecznego obłędu i narzuconych ról. Dziś patrzę na to z innej perspektywy – z miejsca pracy z energią i uważnością. Widzę, że te rytuały miały sens, którego wtedy nie potrafiłam dostrzec.

Śauca – rozumiana jako czystość i klarowność – nie dotyczy wyłącznie jogowej maty. Ona wydarza się w ruchu rąk, w zamiataniu, w wyrzucaniu tego, co zalega, w robieniu miejsca. To praktyka przejścia: z jednego etapu w drugi. Moja mama może nie znała definicji, ale miała ją we krwi. Dziś widzę, że nosiła w sobie więcej wiedzy jogicznej, niż kiedykolwiek bym przypuszczała.

I może właśnie o to chodzi w Śauca – nie o nazwy i systemy, ale o pamięć ciała i intuicję, która wie, kiedy trzeba oczyścić przestrzeń, żeby mogło wydarzyć się coś nowego.


 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rok, którego nie da się łatwo podsumować

 Pewnie za chwilę internet zaleje fala podsumowań roku 2025. Sukcesy, liczby, checklisty zrealizowanych celów, zdjęcia, które mają udowodnić, że to był „dobry rok”. I właśnie dlatego zastanawiam się, czy w ogóle jest sens robić własne podsumowanie. Bo jak podsumować rok, który był tak bardzo niestabilny? 2025 był dla mnie sinusoidą emocji. Od chwil euforii, w których naprawdę chciało się żyć, po momenty ciężkie, depresyjne, takie, w których jedynym celem dnia było po prostu przetrwać. Były momenty piękne — prawdziwe, jasne, zostające w pamięci na długo. Ale prawda jest taka, że większość tego roku była walką. Cichą, codzienną, często niewidoczną dla innych. Hasłem, które trzymało mnie w pionie, było jedno zdanie: wszystko jest po coś . Nawet jeśli jeszcze nie wiemy po co. Nawet jeśli w danym momencie brzmi to jak tania pociecha. Powtarzałem je sobie wtedy, gdy wydarzenia wydawały się kompletnie irracjonalne, jak koszmar, z którego nie da się obudzić. I choć do dziś nie potrafię ...

Październikowe zatrzymanie – jak kontuzja nauczyła mnie spokoju, uważności i wdzięczności

Październik miał wyglądać zupełnie inaczej. Miał być aktywny, pełen planów, ruchu i przygotowań do jesieni. Tymczasem los postanowił inaczej i już od początku miesiąca jestem unieruchomiona z powodu naderwanego więzadła.  Większość moich październikowych planów poszła w pizdu, ale postanowiłam nie załamywać rąk i spróbować obrócić tę sytuację w coś pozytywnego. Skoro nie mogę się ruszać, to mogę się zatrzymać – dosłownie i w przenośni.  Zaczęłam nadrabiać książki, które od dawna czekały na swoją kolej, szczególnie te potrzebne podczas kursu nauczycielskiego jogi, który zaczynam już w listopadzie.  To trochę zabawne, że kiedy w końcu mam czas na naukę i refleksję, to ciało mówi „stop”, a głowa – pierwszy raz od dawna – zaczyna się wyciszać. Spisałam plan dnia i naprawdę się go trzymam, bo przecież teraz nic mi go nie zaburza.  Każdy dzień wygląda podobnie – herbata, lektura, chwila medytacji, trochę pracy twórczej i odpoczynku. Wbrew pozorom takie uporządkowanie ...

Czy naprawdę musimy to kupić? Przedświąteczna lektura Marty Sapały

Grudzień ma w sobie coś z nieustannego pośpiechu. Galerie handlowe pękają w szwach, skrzynki mailowe uginają się od „ostatnich okazji”, a lista prezentów do kupienia zdaje się żyć własnym życiem. Właśnie ten przedświąteczny szum sprawił, że wróciłam do książki Marty Sapały „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” . Nie z ciekawości, ale z potrzeby – zatrzymania się i sprawdzenia, dlaczego właściwie znowu kupujemy więcej, szybciej i często bezrefleksyjnie. To nie jest poradnik o tym, jak żyć lepiej, oszczędniej czy bardziej „eko”. To nie kolejna lista polecanych gadżetów dla minimalistów ani książka, która obiecuje, że wystarczy wyrzucić połowę rzeczy, by poczuć ulgę. „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” to przede wszystkim dziennik – zapis rocznego eksperymentu kilkunastu gospodarstw domowych z całej Polski, które postanowiły kupować wyłącznie to, co naprawdę niezbędne. Punktem wyjścia jest proste, ale niewygodne pytanie: czy wszystko, co kupujemy, naprawdę musimy posiadać? A w...