Przejdź do głównej zawartości

Joga w codzienności: porządkowanie jako praktyka poza matą

 Coraz rzadziej myślę o jodze wyłącznie w kontekście maty. Asany są ważne, oddech jest ważny, cisza na koniec praktyki też. Ale mam wrażenie, że to wszystko ma sens dopiero wtedy, kiedy zaczyna przenikać do codzienności. Do tego, jak żyję. Jak wybieram. Jak obchodzę się z tym, co mnie otacza. Jedną z najbardziej nieoczywistych form jogi w codzienności okazało się dla mnie porządkowanie.

Zatrzymanie zamiast działania

Porządkowanie, jeśli ma być czymś więcej niż szybkim „ogarnięciem”, wymaga zatrzymania.
Trzeba wyjąć rzeczy z szafki, położyć je przed sobą i naprawdę je zobaczyć. Nie da się tego zrobić w biegu. Tak samo jak nie da się praktykować jogi, cały czas myśląc o tym, co będzie później. Najpierw jest pauza, potem obserwacja. I to jest pierwszy moment, w którym porządkowanie zaczyna przypominać jogę.

Łazienka – praktyka uważnego patrzenia

Zaczęłam od łazienki. Od półek z kosmetykami. Stały tam rzeczy:kupione „na potem”, używane sporadycznie, trzymane z przyzwyczajenia, takie, które miały być częścią jakiejś innej wersji mnie Każdy kosmetyk niósł za sobą myśl. Czasem bardzo cichą, ale obecną. W jodze uczymy się zauważać myśli, zanim zaczniemy z nimi walczyć. Tutaj było podobnie. Najpierw widzenie.
Dopiero potem decyzja. Nie wszystko zostało. Ale nic nie zostało wyrzucone w pośpiechu.

Garderoba – ciało wie szybciej niż głowa

Porządkowanie garderoby było jeszcze bardziej cielesne. Bo ubrania od razu pokazują, czy coś jest w zgodzie. Zakładasz i czujesz: czy oddychasz swobodnie, czy ramiona się rozluźniają, czy próbujesz się dopasować do czegoś, co już nie jest Twoje Na macie ciało komunikuje się dokładnie w ten sam sposób. Nie przez myśli, tylko przez napięcie albo lekkość. Odkładając kolejne rzeczy, zauważyłam, że robi się więcej przestrzeni. Nie tylko w szafie. Również w środku.

Kuchnia – uważność w najbardziej codziennym miejscu

Kuchnia została na koniec. Może dlatego, że to przestrzeń bardzo życiowa. Pełna zapasów, planów, rzeczy „na wszelki wypadek”. Sprzęty użyte raz. Produkty kupione z dobrymi intencjami.
Półki, które mówią: może się przyda. Porządkowanie kuchni było jak praca z oddechem.
Zauważanie, gdzie jest nadmiar. Gdzie coś stoi bez ruchu. Gdzie energia się zatrzymuje. I znowu — nie chodziło o puste półki. Chodziło o zgodność z tym, jak naprawdę żyję teraz.

Przestrzeń i umysł są połączone

Im dłużej porządkowałam, tym wyraźniej widziałam, że to nie jest tylko praca z rzeczami.
To była praca z uwagą. Każda decyzja: zostaje, nie zostaje, jeszcze nie wiem uczyła mnie obecności. Takiej samej, jak na macie. Kiedy rzeczy przestają krzyczeć o uwagę, umysł też się uspokaja. Nie dlatego, że jest idealnie, tylko dlatego, że jest prościej.

Joga w codzienności nie jest perfekcyjna

Porządkowanie jako praktyka jogi nie ma nic wspólnego z perfekcją. Nie chodzi o idealny dom ani o radykalny minimalizm. Chodzi o relację. O tempo. O łagodność wobec siebie. Czasem jedna szuflada to wystarczająco. Tak samo jak czasem jedna spokojna pozycja na macie.

Praktyka trwa dalej

Joga w codzienności dzieje się tam, gdzie naprawdę jesteśmy.
W łazience.


W garderobie.
W kuchni.W prostych decyzjach.
W zauważaniu.
W odpuszczaniu tego, co już nie służy.

Mata jest początkiem.
Życie jest praktyką.


 



 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rok, którego nie da się łatwo podsumować

 Pewnie za chwilę internet zaleje fala podsumowań roku 2025. Sukcesy, liczby, checklisty zrealizowanych celów, zdjęcia, które mają udowodnić, że to był „dobry rok”. I właśnie dlatego zastanawiam się, czy w ogóle jest sens robić własne podsumowanie. Bo jak podsumować rok, który był tak bardzo niestabilny? 2025 był dla mnie sinusoidą emocji. Od chwil euforii, w których naprawdę chciało się żyć, po momenty ciężkie, depresyjne, takie, w których jedynym celem dnia było po prostu przetrwać. Były momenty piękne — prawdziwe, jasne, zostające w pamięci na długo. Ale prawda jest taka, że większość tego roku była walką. Cichą, codzienną, często niewidoczną dla innych. Hasłem, które trzymało mnie w pionie, było jedno zdanie: wszystko jest po coś . Nawet jeśli jeszcze nie wiemy po co. Nawet jeśli w danym momencie brzmi to jak tania pociecha. Powtarzałem je sobie wtedy, gdy wydarzenia wydawały się kompletnie irracjonalne, jak koszmar, z którego nie da się obudzić. I choć do dziś nie potrafię ...

Październikowe zatrzymanie – jak kontuzja nauczyła mnie spokoju, uważności i wdzięczności

Październik miał wyglądać zupełnie inaczej. Miał być aktywny, pełen planów, ruchu i przygotowań do jesieni. Tymczasem los postanowił inaczej i już od początku miesiąca jestem unieruchomiona z powodu naderwanego więzadła.  Większość moich październikowych planów poszła w pizdu, ale postanowiłam nie załamywać rąk i spróbować obrócić tę sytuację w coś pozytywnego. Skoro nie mogę się ruszać, to mogę się zatrzymać – dosłownie i w przenośni.  Zaczęłam nadrabiać książki, które od dawna czekały na swoją kolej, szczególnie te potrzebne podczas kursu nauczycielskiego jogi, który zaczynam już w listopadzie.  To trochę zabawne, że kiedy w końcu mam czas na naukę i refleksję, to ciało mówi „stop”, a głowa – pierwszy raz od dawna – zaczyna się wyciszać. Spisałam plan dnia i naprawdę się go trzymam, bo przecież teraz nic mi go nie zaburza.  Każdy dzień wygląda podobnie – herbata, lektura, chwila medytacji, trochę pracy twórczej i odpoczynku. Wbrew pozorom takie uporządkowanie ...

Czy naprawdę musimy to kupić? Przedświąteczna lektura Marty Sapały

Grudzień ma w sobie coś z nieustannego pośpiechu. Galerie handlowe pękają w szwach, skrzynki mailowe uginają się od „ostatnich okazji”, a lista prezentów do kupienia zdaje się żyć własnym życiem. Właśnie ten przedświąteczny szum sprawił, że wróciłam do książki Marty Sapały „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” . Nie z ciekawości, ale z potrzeby – zatrzymania się i sprawdzenia, dlaczego właściwie znowu kupujemy więcej, szybciej i często bezrefleksyjnie. To nie jest poradnik o tym, jak żyć lepiej, oszczędniej czy bardziej „eko”. To nie kolejna lista polecanych gadżetów dla minimalistów ani książka, która obiecuje, że wystarczy wyrzucić połowę rzeczy, by poczuć ulgę. „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” to przede wszystkim dziennik – zapis rocznego eksperymentu kilkunastu gospodarstw domowych z całej Polski, które postanowiły kupować wyłącznie to, co naprawdę niezbędne. Punktem wyjścia jest proste, ale niewygodne pytanie: czy wszystko, co kupujemy, naprawdę musimy posiadać? A w...