Przejdź do głównej zawartości

Joga – sztuka życia: jak odzyskać spokój w codzienności

 Dorastałam w latach 90., w czasach, kiedy nikt nie dawał nam gotowych narzędzi do życia. Trzeba było wszystko sobie wyrwać, udowodnić, zdobyć. Weszłam w dorosłość z przekonaniem, że tylko ciągły bieg ma sens – kariera, rachunki, oczekiwania – wszystko szybciej, więcej, mocniej. W tym całym zapieprzu gdzieś po drodze zgubiłam to, co najcenniejsze – spokój.

Od najmłodszych lat byłam uczona pracy i radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach. Brałam wszystko na siebie, nie potrafiąc odpuścić. Chciałam pokazać wszystkim, że daję radę, więc dostosowywałam się do ich potrzeb, zapominając o tym, czego ja naprawdę potrzebuję.


Odkrycie książki, która zmieniła perspektywę

Punkt zwrotny nastąpił, gdy sięgnęłam po książkę Donny Farhi „Joga – Sztuka życia. Spokój, równowaga na co dzień”. Nie spodziewałam się, że aż tak mocno we mnie uderzy. Myślałam, że to kolejny poradnik o tym, jak poprawnie rozciągać się na macie. A dostałam coś zupełnie innego – książkę, która bardziej niż o klasycznej jodze mówi o życiu w rytmie slow life, o byciu obecną i odzyskiwaniu spokoju.

Farhi pisze prosto, a jej słowa trafiają w punkt. Nie chodzi tu o wyginanie się w skomplikowanych pozycjach, ale o naukę bycia obecnym, zatrzymania się i odpoczynku bez wyrzutów sumienia. To lekcja, której często brakuje pokoleniu, które nauczyło się ciągle cisnąć i dowozić.


Spokój jako codzienny rytuał

Najtrudniejszą lekcją, jaką dziś otrzymuję, nie jest żadna nowa umiejętność zawodowa, ale właśnie umiejętność zatrzymania się. Ta książka pokazała mi, że relaks nie jest luksusem, tylko podstawą, i że mogę odzyskać równowagę, jeśli tylko dam sobie przestrzeń.

Czytając ją, miałam wrażenie, że Farhi mówi wprost do mojego pokolenia – ludzi, którzy nauczyli się gonić, ale zapomnieli, jak po prostu być. I wiesz co? Od kiedy próbuję wprowadzać w życie choćby drobne wskazówki z książki, czuję, że powoli zaczynam oddychać pełniej.


Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę

„Joga – Sztuka życia” to nie tylko lektura o jodze. To przewodnik po codziennym spokoju, który uczy:

  • jak wpleść codzienne rytuały w życie, żeby poczuć równowagę
  • że bycie obecnym jest ważniejsze niż ciągły pośpiech
  • jak odzyskać spokój w życiu, nawet w natłoku obowiązków

Dla mnie stała się czymś więcej niż książką – przewodnikiem po równowadze, której zawsze szukałam, ale nie wiedziałam, jak złapać.


Mały krok do spokoju

Nie trzeba zmieniać całego życia od razu. Wystarczy mały krok – kilka minut codziennej obecności, świadomy oddech, rytuał, który pozwala zatrzymać się na chwilę. To właśnie te drobne zmiany, tak jak Farhi pokazuje w swojej książce, pozwalają odzyskać równowagę i poczuć spokój w codzienności.

A Ty, kiedy ostatni raz dałaś sobie przestrzeń, żeby po prostu być?


 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rok, którego nie da się łatwo podsumować

 Pewnie za chwilę internet zaleje fala podsumowań roku 2025. Sukcesy, liczby, checklisty zrealizowanych celów, zdjęcia, które mają udowodnić, że to był „dobry rok”. I właśnie dlatego zastanawiam się, czy w ogóle jest sens robić własne podsumowanie. Bo jak podsumować rok, który był tak bardzo niestabilny? 2025 był dla mnie sinusoidą emocji. Od chwil euforii, w których naprawdę chciało się żyć, po momenty ciężkie, depresyjne, takie, w których jedynym celem dnia było po prostu przetrwać. Były momenty piękne — prawdziwe, jasne, zostające w pamięci na długo. Ale prawda jest taka, że większość tego roku była walką. Cichą, codzienną, często niewidoczną dla innych. Hasłem, które trzymało mnie w pionie, było jedno zdanie: wszystko jest po coś . Nawet jeśli jeszcze nie wiemy po co. Nawet jeśli w danym momencie brzmi to jak tania pociecha. Powtarzałem je sobie wtedy, gdy wydarzenia wydawały się kompletnie irracjonalne, jak koszmar, z którego nie da się obudzić. I choć do dziś nie potrafię ...

Październikowe zatrzymanie – jak kontuzja nauczyła mnie spokoju, uważności i wdzięczności

Październik miał wyglądać zupełnie inaczej. Miał być aktywny, pełen planów, ruchu i przygotowań do jesieni. Tymczasem los postanowił inaczej i już od początku miesiąca zostałam unieruchomiona z powodu naderwanego więzadła. Większość moich październikowych planów poszła w… powiedzmy „kosmos”, ale postanowiłam nie załamywać rąk i spróbować obrócić tę sytuację w coś pozytywnego. Skoro nie mogę się ruszać, to mogę się zatrzymać – dosłownie i w przenośni.  Czas na książki i refleksję Zaczęłam nadrabiać lektury, które od dawna czekały na swoją kolej. Szczególnie te potrzebne podczas kursu nauczycielskiego jogi, który zaczynam już w listopadzie. To zabawne, że kiedy w końcu mam czas na naukę i refleksję, moje ciało mówi „stop”, a głowa – pierwszy raz od dawna – zaczyna się wyciszać. Spisałam plan dnia i trzymam się go konsekwentnie, bo teraz nic go nie zaburza. Codzienne rytuały w rytmie slow Każdy dzień wygląda podobnie: herbata, lektura, chwila medytacji, trochę pracy twórczej...

Czy naprawdę musimy to kupić? Przedświąteczna lektura Marty Sapały

Grudzień ma w sobie coś z nieustannego pośpiechu. Galerie handlowe pękają w szwach, skrzynki mailowe uginają się od „ostatnich okazji”, a lista prezentów do kupienia zdaje się żyć własnym życiem. Właśnie ten przedświąteczny szum sprawił, że wróciłam do książki Marty Sapały „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” . Nie z ciekawości, ale z potrzeby – zatrzymania się i sprawdzenia, dlaczego właściwie znowu kupujemy więcej, szybciej i często bezrefleksyjnie. To nie jest poradnik o tym, jak żyć lepiej, oszczędniej czy bardziej „eko”. To nie kolejna lista polecanych gadżetów dla minimalistów ani książka, która obiecuje, że wystarczy wyrzucić połowę rzeczy, by poczuć ulgę. „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” to przede wszystkim dziennik – zapis rocznego eksperymentu kilkunastu gospodarstw domowych z całej Polski, które postanowiły kupować wyłącznie to, co naprawdę niezbędne. Punktem wyjścia jest proste, ale niewygodne pytanie: czy wszystko, co kupujemy, naprawdę musimy posiadać? A w...