Przejdź do głównej zawartości

Powrót do natury jesienią – jak małe wybory w codziennym życiu zbliżają nas do spokoju i równowagi

 

Powrót do natury – jak małe wybory zmieniają nasz świat

Jesień już w pełni. Za oknem coraz szybciej zapada zmrok, powietrze staje się chłodniejsze, a liście malują się w odcieniach złota, czerwieni i rdzy. 
To ten czas w roku, kiedy chętniej zostajemy w domu — z kubkiem ciepłej herbaty, pod kocem, z ulubioną książką i migoczącym światłem świecy. To naturalne, że gdy dni stają się krótsze, zwalniamy. Szukamy ciepła, spokoju i oddechu po intensywnym lecie. Ale właśnie teraz – jesienią – warto przypomnieć sobie, jak ważny jest kontakt z naturą. Nawet krótki spacer wśród drzew potrafi zdziałać cuda.

Jesień – czas wyciszenia, ale nie bezruchu

Choć kusi nas, by zostać w domu, warto się poruszać.
Wystarczy wyjść na 20 minut – przejść się po lesie, parku, albo po prostu po osiedlu.
Świeże, rześkie powietrze natychmiast poprawia nastrój, dotlenia organizm i pomaga zebrać myśli. To także doskonały moment, by zachwycić się naturą w jej najpiękniejszej odsłonie: szelestem liści pod stopami, zapachem wilgotnej ziemi, chłodem poranka. Natura uczy nas cykliczności – tego, że czasem trzeba się zatrzymać, zwolnić, odpuścić, by znów odżyć na wiosnę. 

 Siła małych kroków

Powrót do natury nie wymaga rewolucji.
Wystarczy kilka codziennych wyborów, które zbliżają nas do prostszego, spokojniejszego życia: zamień plastik na szkło, len i drewno, wybieraj naturalne kosmetyki i świece (np. sojowe – pachną cudownie i są przyjazne środowisku), pij herbaty ziołowe, szczególnie te z pokrzywy, mięty lub lipy, spaceruj częściej – nawet krótki kontakt z naturą wpływa na psychikę i odporność. Małe decyzje, podejmowane codziennie, potrafią naprawdę zmienić świat – a przede wszystkim nas samych.

 Natura jako lekarstwo

Natura leczy. Uspokaja, gdy w głowie zbyt wiele myśli. Przypomina o prostocie, gdy zaczynamy gonić za zbyt wieloma rzeczami. Wystarczy zapach lasu, dźwięk deszczu uderzającego o parapet, dotyk chłodnego powietrza na policzkach. To właśnie w tych małych chwilach odnajdujemy równowagę – i siebie.

 Jesień w rytmie slow

Jesień to idealny czas, by zwolnić i wsłuchać się w siebie.
Zapal naturalną świecę, przykryj się miękkim kocem, sięgnij po książkę.
Ale pamiętaj też, by otworzyć okno, wyjść na spacer, poczuć wiatr na twarzy. Bo powrót do natury nie polega tylko na ekologicznych wyborach – to przede wszystkim powrót do spokoju, uważności i wdzięczności za to, co mamy. 

A Ty jak spędzasz jesienne dni?
Zostajesz w domu z herbatą, czy może ruszasz w las, by złapać odrobinę jesiennej magii? 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rok, którego nie da się łatwo podsumować

 Pewnie za chwilę internet zaleje fala podsumowań roku 2025. Sukcesy, liczby, checklisty zrealizowanych celów, zdjęcia, które mają udowodnić, że to był „dobry rok”. I właśnie dlatego zastanawiam się, czy w ogóle jest sens robić własne podsumowanie. Bo jak podsumować rok, który był tak bardzo niestabilny? 2025 był dla mnie sinusoidą emocji. Od chwil euforii, w których naprawdę chciało się żyć, po momenty ciężkie, depresyjne, takie, w których jedynym celem dnia było po prostu przetrwać. Były momenty piękne — prawdziwe, jasne, zostające w pamięci na długo. Ale prawda jest taka, że większość tego roku była walką. Cichą, codzienną, często niewidoczną dla innych. Hasłem, które trzymało mnie w pionie, było jedno zdanie: wszystko jest po coś . Nawet jeśli jeszcze nie wiemy po co. Nawet jeśli w danym momencie brzmi to jak tania pociecha. Powtarzałem je sobie wtedy, gdy wydarzenia wydawały się kompletnie irracjonalne, jak koszmar, z którego nie da się obudzić. I choć do dziś nie potrafię ...

Październikowe zatrzymanie – jak kontuzja nauczyła mnie spokoju, uważności i wdzięczności

Październik miał wyglądać zupełnie inaczej. Miał być aktywny, pełen planów, ruchu i przygotowań do jesieni. Tymczasem los postanowił inaczej i już od początku miesiąca jestem unieruchomiona z powodu naderwanego więzadła.  Większość moich październikowych planów poszła w pizdu, ale postanowiłam nie załamywać rąk i spróbować obrócić tę sytuację w coś pozytywnego. Skoro nie mogę się ruszać, to mogę się zatrzymać – dosłownie i w przenośni.  Zaczęłam nadrabiać książki, które od dawna czekały na swoją kolej, szczególnie te potrzebne podczas kursu nauczycielskiego jogi, który zaczynam już w listopadzie.  To trochę zabawne, że kiedy w końcu mam czas na naukę i refleksję, to ciało mówi „stop”, a głowa – pierwszy raz od dawna – zaczyna się wyciszać. Spisałam plan dnia i naprawdę się go trzymam, bo przecież teraz nic mi go nie zaburza.  Każdy dzień wygląda podobnie – herbata, lektura, chwila medytacji, trochę pracy twórczej i odpoczynku. Wbrew pozorom takie uporządkowanie ...

Czy naprawdę musimy to kupić? Przedświąteczna lektura Marty Sapały

Grudzień ma w sobie coś z nieustannego pośpiechu. Galerie handlowe pękają w szwach, skrzynki mailowe uginają się od „ostatnich okazji”, a lista prezentów do kupienia zdaje się żyć własnym życiem. Właśnie ten przedświąteczny szum sprawił, że wróciłam do książki Marty Sapały „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” . Nie z ciekawości, ale z potrzeby – zatrzymania się i sprawdzenia, dlaczego właściwie znowu kupujemy więcej, szybciej i często bezrefleksyjnie. To nie jest poradnik o tym, jak żyć lepiej, oszczędniej czy bardziej „eko”. To nie kolejna lista polecanych gadżetów dla minimalistów ani książka, która obiecuje, że wystarczy wyrzucić połowę rzeczy, by poczuć ulgę. „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” to przede wszystkim dziennik – zapis rocznego eksperymentu kilkunastu gospodarstw domowych z całej Polski, które postanowiły kupować wyłącznie to, co naprawdę niezbędne. Punktem wyjścia jest proste, ale niewygodne pytanie: czy wszystko, co kupujemy, naprawdę musimy posiadać? A w...