Szczerze? Myślałam, że wszyscy już się ogarnęli przed Gwiazdką. Prezenty kupione, lodówki pełne, portfele lekko poturbowane, ale jednak — święta za nami. A tu proszę… grudniowy szał ma się świetnie i ani myśli odpuszczać.
W moim mieście znajduje się jedno z największych centrów handlowych. Miejsce, które żyje głównie z ubrań — stoiska różnego pochodzenia, moda z każdego możliwego zakątka świata. I właśnie tam, w sobotę 27 grudnia, po świętach, nie było gdzie palca wetknąć. Parking wypełniony po brzegi, ludzie jak mrówki, kolejki do kas dłuższe niż lista noworocznych postanowień.
Sklepy z ubraniami to jedno zaskoczenie. Drugim były powszechnie znane sklepy niemieckiej marki oraz tej z robakiem w logo — tam również tłumy i pełne parkingi, jakby świat miał się zaraz skończyć, a jedzenia nikomu nie zostało po świętach. Patrzyłam na te koszyki wypełnione po brzegi i zastanawiałam się, czy naprawdę przez trzy dni świąt wszystko zostało zjedzone… czy może po prostu „trzeba jeszcze coś dokupić”.
Rozumiem, że część osób ma wolne, urlopy, przerwę między świętami a Nowym Rokiem. Ale czy to naprawdę najlepszy sposób na spędzenie wolnego weekendu? Przeciskanie się między wieszakami, polowanie na „okazje” i szukanie miejsca parkingowego z determinacją godną zawodów olimpijskich?
Może wszyscy uznali, że po świętach promocje są większe. Tylko że chyba wszyscy już wiemy, jak to działa. Przekreślona cena, nowa metka, magiczne „-50%”, a w rzeczywistości ta sama bluza, tylko z inną historią marketingową. Duża ściema? No cóż… raczej tak
I tu pojawiają się pytania, które
same cisną się do głowy:
Czy po to tak dużo pracujemy, żeby
cały czas wolny spędzać w sklepach?
Ile ubrań może mieć
jedna osoba?
Ile jedzenia jesteśmy w stanie faktycznie zjeść,
a ile z góry skazane jest na zmarnowanie i kosz?
Zaglądanie komuś do portfela może nie być na miejscu, dlatego zamiast tego zajrzę do własnego. Pod koniec roku zrobię sobie szczere podsumowanie — nie tylko wydatków, ale też energii, czasu i uwagi. Sprawdzę, co naprawdę jest warte mojego wysiłku, a co było tylko impulsem, chwilą, automatycznym „bo wszyscy tak robią”.
Może to będzie moje małe, prywatne postanowienie na nowy rok. Mniej biegania za rzeczami, więcej przestrzeni na to, co faktycznie ma znaczenie. A galerie handlowe? One i tak sobie poradzą. Bez mojego wolnego weekendu.

Komentarze
Prześlij komentarz