Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2026

Zima trzyma, a ja już w ogródku (mentalnie)

  Niby styczeń, niby mróz, niby człowiek powinien jeszcze udawać, że żyje zimowym życiem… ale nie. Ja już jestem myślami parę miesięcy do przodu, w słońcu, w ziemi po łokcie, z chwastem we włosach i satysfakcją level 100. Zaczynam właśnie coroczne planowanie mojego mikro ogródka . Mikro, czyli jakieś skromne 100 metrów do ogarnięcia . Totalnie nie wiem, kto wpadł na pomysł, że to „niedużo”. Przecież to jest wieczny Tetris w wersji roślinnej: tu grządka, tam krzaczek, tu ścieżka, a tu jeszcze „o, zmieści się jedna cukinia”… a potem się okazuje, że cukinia planuje przejąć kontynent. Co roku mam ten sam schemat. Styczeń/luty: wizjoner. Architekt krajobrazu. Królowa planów. Marzec: już prawie kupuję pół ogrodniczego internetu. Kwiecień/maj: latam z łopatą jak nakręcona, brud pod paznokciami, plecy bolą, ale szczęście jak po wygranej na loterii. A potem przychodzi czerwiec i lipiec… i życie mówi: sprawdzam . Praca, obowiązki, zmęczenie, wyjazdy i nagle ogród przechodzi w tryb: ...

Swadhjaja – czyli jak zacząć naprawdę poznawać siebie

 Swadhjaja to jedna z tych praktyk jogi, które nie dzieją się na macie, a jednak potrafią zmienić całe życie. To samopoznanie poprzez uważną obserwację siebie – swoich myśli, emocji, reakcji i schematów, które nosimy w sobie często od lat. Nie chodzi tu o analizowanie każdego szczegółu ani o poprawianie siebie na siłę. Chodzi o zatrzymanie się i szczere zobaczenie: co ja właściwie czuję, myślę i dlaczego reaguję właśnie tak? W codziennym biegu łatwo żyć na autopilocie. Wstajemy, działamy, reagujemy, denerwujemy się, cieszymy, martwimy – często nawet nie zauważając, co się w nas dzieje. Swadhjaja zaprasza do czegoś zupełnie innego. Do tego, by zauważyć siebie w trakcie życia , a nie dopiero wtedy, gdy coś już się rozsypie. To moment, w którym przestajesz wierzyć bezkrytycznie każdej swojej myśli i zaczynasz ją obserwować. Zamiast „taka już jestem”, pojawia się pytanie: „czy na pewno?” Ważne jest to, że swadhjaja nie jest drogą samokrytyki. To nie jest wewnętrzny głos mówiący: „zn...

Jak kupiłam kurtkę i nie upadła cywilizacja (czyli o postanowieniach, które mają kontakt z rzeczywistością)

Styczeń to piękny czas. Wszyscy jesteśmy wtedy lekko odklejeni od realiów, na fali noworocznego optymizmu. W głowie playlisty motywacyjne, w sercu wizja nowego życia, a w notatniku lista postanowień dłuższa niż paragon z Ikei. W tym roku jedną z moich ambicji było: kupować mniej ubrań . Być bardziej świadomą, odpowiedzialną, kapsułową, minimalistyczną i najlepiej jeszcze pachnącą lasem i moralną wyższością. I szło mi świetnie. Naprawdę. Nie klikałam „dodaj do koszyka”. Omijałam promocje. Patrzyłam na „-70%” i mówiłam: nie dziś, szatanie . Aż do momentu, w którym moja stara kurtka postanowiła zakończyć ziemską wędrówkę. Nie symbolicznie. Dosłownie. Rozchodziła się na szwach jak moje postanowienia około 27 stycznia. Śmierć kurtki była nagła, ale spodziewana To nie był dramat w stylu „och, znudziła mi się”. To był etap: – zamek działa tylko pod kątem 37° – rękaw ma własną interpretację długości – przy mocniejszym wietrze czujesz, że jesteś bardziej w relacji z naturą, niż pla...

Tapas - trzecia nijama

Co jest moją praktyką tapas w tym momencie życia? Przez długi czas tapas w ogóle nie istniało w moim słowniku. Zamiast tego było słowo „samodyscyplina”, które traktowałam jak ideę zupełnie poza moim zasięgiem. Uważałam, że to jakaś żelazna konsekwencja, którą ma się albo nie — i że trzeba do niej posiadać „charakter”, którego ja rzekomo nie miałam. Tapas brzmiało jak wewnętrzny reżim, twarda konsekwencja i codzienne wyrzeczenia — czyli dokładnie to, co kojarzyłam z czymś nierealnym w moim życiu.Dopiero teraz dowiaduję się, że tapas ( samodyscyplina)może być czymś zupełnie innym: małym płomykiem, który podtrzymuję codziennymi wyborami, a nie pożarem, który musi palić się pełnym ogniem. I to odkrycie otworzyło mi drzwi do praktyki, która jeszcze niedawno wydawała się dla mnie nie do osiągnięcia. ADHD, z którym funkcjonuję, również nie ułatwia sprawy. Chaos, nadmiar bodźców, skakanie z zadania na zadanie sprawiają, że sama idea regularności wydawała mi się długo zupełnie abstrakcyjna. Pr...

Joga w codzienności: oddech, o którym łatwo zapomnieć

 Na macie o oddechu pamiętamy prawie zawsze. Instrukcje, pauzy, cisza. Jest przestrzeń, żeby go poczuć. Poza matą oddech bardzo szybko schodzi na drugi plan. Nie dlatego, że przestaje być ważny. Tylko dlatego, że dzień zaczyna się toczyć własnym tempem. I nagle łapiemy się na tym, że oddech jest płytki. Że barki są wysoko że szczęka zaciśnięta, że coś w środku jest w gotowości, jakby cały czas trzeba było reagować. Oddech w zwykłych momentach Najczęściej zauważam oddech wtedy, kiedy robię coś bardzo zwyczajnego. Podczas zmywania naczyń. Kiedy stoję w kolejce. Kiedy prowadzę samochód i czerwone światło trwa odrobinę za długo. W tych momentach nie ma przestrzeni na „praktykę”. Jest tylko to, co jest. I właśnie wtedy oddech bywa najbardziej szczery. Pokazuje, w jakim naprawdę jestem stanie. Czy pędzę. Czy jestem spięta. Czy gdzieś w środku czekam na coś, co ma się wydarzyć. Zauważyć, zanim zareaguję Coraz częściej widzę, że oddech pojawia się dokładnie przed reakcją. Zanim coś ...

Joga w codzienności: porządkowanie jako praktyka poza matą

  Coraz rzadziej myślę o jodze wyłącznie w kontekście maty. Asany są ważne, oddech jest ważny, cisza na koniec praktyki też. Ale mam wrażenie, że to wszystko ma sens dopiero wtedy, kiedy zaczyna przenikać do codzienności. Do tego, jak żyję. Jak wybieram. Jak obchodzę się z tym, co mnie otacza. Jedną z najbardziej nieoczywistych form jogi w codzienności okazało się dla mnie porządkowanie. Zatrzymanie zamiast działania Porządkowanie, jeśli ma być czymś więcej niż szybkim „ogarnięciem”, wymaga zatrzymania. Trzeba wyjąć rzeczy z szafki, położyć je przed sobą i naprawdę je zobaczyć. Nie da się tego zrobić w biegu. Tak samo jak nie da się praktykować jogi, cały czas myśląc o tym, co będzie później. Najpierw jest pauza, potem obserwacja. I to jest pierwszy moment, w którym porządkowanie zaczyna przypominać jogę. Łazienka – praktyka uważnego patrzenia Zaczęłam od łazienki. Od półek z kosmetykami. Stały tam rzeczy:kupione „na potem”, używane sporadycznie, trzymane z przyzwyczajenia, t...

Styczeń. Czas wyborów

Coraz częściej łapię się na tej jednej, bardzo wyraźnej myśli: mam już wszystko, czego naprawdę potrzebuję . Po latach pracy, prowadzenia domu i nieustannego „ogarniam więcej”, czuję, że w końcu ogarnęłam swoją głowę i finanse. I z tej przestrzeni spokoju mogę dziś powiedzieć jedno — więcej rzeczy nie uczyni mnie szczęśliwszą . Ten rok zaczynam od zatrzymania. Od oddechu. Od uważnego spojrzenia na to, co mnie otacza. Styczeń poświęcam na porządki — nie tylko w szafach i szufladach, ale przede wszystkim w myślach. Sprawdzam, gdzie mam za dużo. Gdzie nagromadziłam rzeczy, emocje, zobowiązania, które przestały mi służyć. Gdzie trzeba odgruzować przestrzeń, a gdzie po prostu odpuścić. Zero waste jest ze mną od dawna. Raz bliżej ideału, raz z potknięciami — większymi i mniejszymi. W tym roku chcę być uważniejsza, łagodna, ale konsekwentna. Mniej zakupów.  Zakupy z głową.   Bez impulsywnych porywów, bez tej adhdowej potrzeby dopaminy, którą tak łatwo daje „nowe”. Coraz lepiej ...