Na macie o oddechu pamiętamy prawie zawsze. Instrukcje, pauzy, cisza. Jest przestrzeń, żeby go poczuć. Poza matą oddech bardzo szybko schodzi na drugi plan. Nie dlatego, że przestaje być ważny. Tylko dlatego, że dzień zaczyna się toczyć własnym tempem. I nagle łapiemy się na tym, że oddech jest płytki. Że barki są wysoko że szczęka zaciśnięta, że coś w środku jest w gotowości, jakby cały czas trzeba było reagować.
Oddech w zwykłych momentach
Najczęściej zauważam oddech wtedy, kiedy robię coś bardzo zwyczajnego. Podczas zmywania naczyń. Kiedy stoję w kolejce. Kiedy prowadzę samochód i czerwone światło trwa odrobinę za długo. W tych momentach nie ma przestrzeni na „praktykę”. Jest tylko to, co jest. I właśnie wtedy oddech bywa najbardziej szczery. Pokazuje, w jakim naprawdę jestem stanie.
Czy pędzę.
Czy jestem spięta.
Czy
gdzieś w środku czekam na coś, co ma się wydarzyć.
Zauważyć, zanim zareaguję
Coraz częściej widzę, że oddech pojawia się dokładnie przed reakcją. Zanim coś powiem, zanim się zdenerwuję, zanim odpowiem automatycznie. Czasem to jest bardzo krótki moment. Prawie niezauważalny. Ale jeśli go uchwycę, wszystko się zmienia. Nie muszę od razu działać, nie muszę się spieszyć z odpowiedzią, nie muszę brać na siebie wszystkiego, co się pojawia. Oddech staje się przerwą. Małą, ale wystarczającą.
Napięcie nie pojawia się nagle
Napięcie rzadko przychodzi znikąd, zwykle narasta po cichu. Od zbyt długiego siedzenia, od zbyt wielu bodźców. od rozmów, które zostają w głowie, od pośpiechu, który stał się normą, oddech często jako pierwszy pokazuje, że coś jest za dużo zanim umysł to nazwie. Staje się płytki, urywany, zatrzymany gdzieś za wysoko. Kiedy zaczynam go zauważać, łatwiej jest mi też zauważyć siebie.
Oddech jako pierwsza odpowiedź
Przez długi czas oddech był dla mnie ostatnią deską ratunku, sięgałam po niego dopiero wtedy, kiedy było naprawdę ciężko, dziś coraz częściej staje się pierwszą odpowiedzią.Nie po to, żeby coś naprawić,nie po to, żeby się uspokoić „na siłę” a po to, żeby być.
Jedno świadome westchnięcie.
Jedna
chwila, w której barki opadają.
Jedna pauza, zanim pójdę
dalej.
To wystarcza.
Pranajama w najprostszej formie
Pranajama w codzienności nie musi mieć formy techniki. Nie musi być liczeniem ani kontrolą.
Czasem to tylko: zauważenie, że oddycham, pozwolenie, żeby oddech się pogłębił, zgoda na moment ciszy.
Bez poprawiania.
Bez oceniania.
Taka pranajama dzieje się sama, kiedy przestajemy jej przeszkadzać.
Praktyka, która trwa cały dzień
Oddech nie kończy się wraz z praktyką na macie, on jest z nami cały czas.
W kuchni.
W samochodzie.
W
rozmowach.
W momentach napięcia i w tych spokojnych.
Kiedy zaczynam go zauważać, dzień staje się trochę łagodniejszy, nie wolniejszy, nie idealny.
Po prostu bardziej mój.
I może właśnie o to chodzi w jodze w
codzienności.
Nie o to, żeby żyć inaczej.
Tylko żeby
być bardziej obecnym w tym, co już jest.
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz