Niby styczeń, niby mróz, niby człowiek powinien jeszcze udawać, że żyje zimowym życiem… ale nie. Ja już jestem myślami parę miesięcy do przodu, w słońcu, w ziemi po łokcie, z chwastem we włosach i satysfakcją level 100.
Zaczynam właśnie coroczne planowanie mojego mikro ogródka. Mikro, czyli jakieś skromne 100 metrów do ogarnięcia. Totalnie nie wiem, kto wpadł na pomysł, że to „niedużo”. Przecież to jest wieczny Tetris w wersji roślinnej:
tu grządka, tam krzaczek, tu ścieżka, a tu jeszcze „o, zmieści się jedna cukinia”… a potem się okazuje, że cukinia planuje przejąć kontynent.
Co roku mam ten sam schemat.
Styczeń/luty: wizjoner. Architekt krajobrazu. Królowa planów.
Marzec: już prawie kupuję pół ogrodniczego internetu.
Kwiecień/maj: latam z łopatą jak nakręcona, brud pod paznokciami, plecy bolą, ale szczęście jak po wygranej na loterii.
A potem przychodzi czerwiec i lipiec… i życie mówi: sprawdzam.
Praca, obowiązki, zmęczenie, wyjazdy i nagle ogród przechodzi w tryb:
„co przeżyje, to przeżyje”
Podlewane trochę na zasadzie „jak sobie przypomnę”, pielenie w biegu, zbiory prosto do ręki, bo nawet nie ma kiedy tego umyć i pokroić jak człowiek.
I najlepsze jest to, że mimo tego lekkiego chaosu… to i tak działa.
Zawsze coś wyrośnie.
Zawsze coś mnie zaskoczy.
Zawsze coś się rozsieje samo i stwierdzi, że wie lepiej, gdzie powinno rosnąć.
Nagle się okazuje, że koper ma własne plany życiowe, nagietki robią imprezę na pół rabaty, a pomidory rosną krzywo jak po ciężkiej nocy, ale owoców mają tyle, że już nie wiesz komu wciskać.
I serio — może to wcale nie jest mega ciekawe dla większości ludzi. Może to jest trochę takie moje małe świry ogrodowe. Ale jest coś niesamowicie kojącego w tym zimowym planowaniu. W siedzeniu pod kocem i myśleniu, gdzie w tym roku będzie bazylia, a gdzie posadzę coś „nowego, egzotycznego”, co pewnie padnie w maju, ale warto było spróbować
Luty i marzec to miesiące marzeń.
Kwiecień i maj to miesiące grzebania w ziemi jak szczęśliwy kret.
Czerwiec i lipiec to już wolna amerykanka i dziki ogród, który żyje własnym życiem.
I chyba właśnie za to lubię to najbardziej.
Za ten moment, kiedy człowiek odpuszcza kontrolę, a natura mówi:
siadaj, patrz i nie przeszkadzaj
P.S ten jeden gagatek wiosenny który w styczniu widzi światełko w tunelu
.jpg)

Komentarze
Prześlij komentarz