Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2025

Grudzień 2025 - podsumowanie

Grudzień to jeden z najszybciej mijających miesięcy w roku. Znika między palcami niemal niezauważalnie, choć jego ostatni dzień potrafi dłużyć się niemiłosiernie – jakby chciał jeszcze chwilę zatrzymać wszystko w zawieszeniu. Od 1 do 24 grudnia nie mogłam złapać oddechu. Dni były gęste, intensywne, pełne bodźców i zobowiązań. Jarmarki, wigilie firmowe i społeczne, akcja listów do Mikołaja, świąteczne spotkania, zapachy przypraw korzennych i sezon na świece w pełni. Totalny chaos. Taki, który z jednej strony męczy, a z drugiej – paradoksalnie – bardzo lubię. Równowagę w tym czasie łapałam właściwie tylko na macie. To tam mogłam pozwolić sobie na bycie naprawdę tu i teraz. Nauka nie idzie w las – praktykowanie zostawiania problemów za drzwiami sali, dokładnie w momencie wejścia na zajęcia, okazało się umiejętnością na wagę złota. Gdyby nie to, pierwsza połowa grudnia prawdopodobnie kompletnie by mnie zmieliła. Mata była jedynym miejscem, gdzie świat na chwilę się zatrzymywał, a ja mogł...

Nowy rok, który wcale nie jest nowy (przynajmniej dla mnie)

  Za chwilę nowy rok. Kalendarz się przewróci, wszyscy odpalą tryb „podsumowanie”, a ja znów będę się zastanawiać, czemu my to sobie robimy właśnie teraz. Zaraz zacznie się liczenie: co osiągnęłam, czego nie, co „powinnam była”. Tabelki w głowie, wewnętrzny audyt. Tylko że szczerze? Jeśli ktoś po prostu przetrwał ten rok , to już jest sukces. Bez gwiazdek. Bez dopisków. Potem wjeżdżają postanowienia noworoczne. „Nowy rok – nowa ja”. Siłownie pękające w szwach, sale fitness zapchane ludźmi z nagłym przypływem ambicji. I ja zawsze mam jedno pytanie: na jak długo starczy wam energii i samodyscypliny? Bo zima raczej nie sprzyja byciu najlepszą wersją siebie. Ona sprzyja byciu zmęczoną wersją siebie w grubym swetrze. Dla mnie to w ogóle nie jest początek. To środek zimy. Natura wtedy nie robi rewolucji, tylko leży pod kocem (gdyby mogła). Więc czemu ja mam nagle wszystko zmieniać? Ciemno, zimno, organizm chce spać, a nie „działać”. Dlatego ja na początku roku robię rzeczy zupełni...

Grudniowy szał kupowania trwa w najlepsze

Szczerze? Myślałam, że wszyscy już się ogarnęli przed Gwiazdką. Prezenty kupione, lodówki pełne, portfele lekko poturbowane, ale jednak — święta za nami. A tu proszę… grudniowy szał ma się świetnie i ani myśli odpuszczać. W moim mieście znajduje się jedno z największych centrów handlowych. Miejsce, które żyje głównie z ubrań — stoiska różnego pochodzenia, moda z każdego możliwego zakątka świata. I właśnie tam, w sobotę 27 grudnia , po świętach, nie było gdzie palca wetknąć. Parking wypełniony po brzegi, ludzie jak mrówki, kolejki do kas dłuższe niż lista noworocznych postanowień. Sklepy z ubraniami to jedno zaskoczenie. Drugim były powszechnie znane sklepy niemieckiej marki oraz tej z robakiem w logo — tam również tłumy i pełne parkingi, jakby świat miał się zaraz skończyć, a jedzenia nikomu nie zostało po świętach. Patrzyłam na te koszyki wypełnione po brzegi i zastanawiałam się, czy naprawdę przez trzy dni świąt wszystko zostało zjedzone… czy może po prostu „trzeba jeszcze coś doku...

Rok, którego nie da się łatwo podsumować

 Pewnie za chwilę internet zaleje fala podsumowań roku 2025. Sukcesy, liczby, checklisty zrealizowanych celów, zdjęcia, które mają udowodnić, że to był „dobry rok”. I właśnie dlatego zastanawiam się, czy w ogóle jest sens robić własne podsumowanie. Bo jak podsumować rok, który był tak bardzo niestabilny? 2025 był dla mnie sinusoidą emocji. Od chwil euforii, w których naprawdę chciało się żyć, po momenty ciężkie, depresyjne, takie, w których jedynym celem dnia było po prostu przetrwać. Były momenty piękne — prawdziwe, jasne, zostające w pamięci na długo. Ale prawda jest taka, że większość tego roku była walką. Cichą, codzienną, często niewidoczną dla innych. Hasłem, które trzymało mnie w pionie, było jedno zdanie: wszystko jest po coś . Nawet jeśli jeszcze nie wiemy po co. Nawet jeśli w danym momencie brzmi to jak tania pociecha. Powtarzałem je sobie wtedy, gdy wydarzenia wydawały się kompletnie irracjonalne, jak koszmar, z którego nie da się obudzić. I choć do dziś nie potrafię ...

Czy każda tradycja jest dobra?

Czy każda tradycja naprawdę zasługuje na to, by ją bezrefleksyjnie powielać? Szczególnie wtedy, gdy zamiast radości przynosi zmęczenie, frustrację i poczucie przymusu. Przedświąteczny pęd za prezentami — często nikomu niepotrzebnymi. Zakupy ton jedzenia, które i tak po świętach lądują w koszu. Presja, by „zdążyć”, „przygotować”, „zrobić jak trzeba”. Czy to naprawdę dobre zwyczaje? Od kilku lat coraz mocniej czuję, że im mniej robię na święta, tym lepiej się czuję . Zamiast przypadkowych prezentów wolę kupić kilka naprawdę wartościowych — takich, które posłużą dłużej i będą miały sens. Zamiast zastawionego stołu wolę spokój. Zamiast odhaczania kolejnych punktów z listy — oddech. Coraz mniej czuję też potrzebę spędzania świąt dokładnie tak, jak „nakazuje tradycja”. Nie muszę siedzieć przy stole w domu, bo tak wypada. Mogę wyjechać. Mogę zwolnić. Mogę przez trzy dni zakopać się pod kołdrą i oglądać ulubione filmy. I marzy mi się świat, w którym każdy może spędzać święta dokł...

Śauca to pierwsza z pięciu Niyam - jak ją rozumiem

  Moja mama i babcia doskonale to wiedziały, choć nigdy nie słyszały słowa niyama , a tym bardziej  Śauca . Nie znały zasad jam i nijam, nie czytały tekstów jogicznych, a jednak intuicyjnie praktykowały to, o czym one mówią. Moja mama-przed świętami wchodziła w stan niemal rytualny. Sprzątanie nie było dla niej obowiązkiem ani karą, ale ceremonią . Ruchem, który porządkuje przestrzeń i energię, przygotowuje dom na zmianę, na nowe. Przez lata miałam wobec tego bunt. Feministyczny, głośny, trochę ironiczny. Obśmiewałam matczyne porządki jako symbol polskiego przedświątecznego obłędu i narzuconych ról. Dziś patrzę na to z innej perspektywy – z miejsca pracy z energią i uważnością. Widzę, że te rytuały miały sens, którego wtedy nie potrafiłam dostrzec. Śauca – rozumiana jako czystość i klarowność – nie dotyczy wyłącznie jogowej maty. Ona wydarza się w ruchu rąk, w zamiataniu, w wyrzucaniu tego, co zalega, w robieniu miejsca. To praktyka przejścia: z jednego etapu w drugi. M...

Czy naprawdę musimy to kupić? Przedświąteczna lektura Marty Sapały

Grudzień ma w sobie coś z nieustannego pośpiechu. Galerie handlowe pękają w szwach, skrzynki mailowe uginają się od „ostatnich okazji”, a lista prezentów do kupienia zdaje się żyć własnym życiem. Właśnie ten przedświąteczny szum sprawił, że wróciłam do książki Marty Sapały „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” . Nie z ciekawości, ale z potrzeby – zatrzymania się i sprawdzenia, dlaczego właściwie znowu kupujemy więcej, szybciej i często bezrefleksyjnie. To nie jest poradnik o tym, jak żyć lepiej, oszczędniej czy bardziej „eko”. To nie kolejna lista polecanych gadżetów dla minimalistów ani książka, która obiecuje, że wystarczy wyrzucić połowę rzeczy, by poczuć ulgę. „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” to przede wszystkim dziennik – zapis rocznego eksperymentu kilkunastu gospodarstw domowych z całej Polski, które postanowiły kupować wyłącznie to, co naprawdę niezbędne. Punktem wyjścia jest proste, ale niewygodne pytanie: czy wszystko, co kupujemy, naprawdę musimy posiadać? A w...

„Być jak Kopenhaga” – o ruchu, który jest częścią życia

  Książka Być jak Kopenhaga nie jest dla mnie opowieścią o mieście idealnym. Jest raczej zaproszeniem do spojrzenia na codzienność w inny sposób — spokojniejszy, prostszy, mniej zadaniowy. Czytając ją, miałam wrażenie, że nie chodzi tu o kopiowanie duńskiego stylu życia, ale o zrozumienie pewnej postawy wobec świata. Jednym z motywów, który szczególnie mocno wybrzmiewa między wierszami, jest ruch . Nie jako wyzwanie, trening czy kolejny obowiązek wpisany w kalendarz. Ruch w Kopenhadze nie dzieje się „od święta”. Jest wpisany w codzienne działanie, w zwykłe życie.Duńczycy nie mówią o tym, że „trzeba się ruszać”. Oni po prostu zostawiają samochody i wybierają rower . Jadą nim do pracy, do szkoły, na spotkanie, po zakupy. Bez nadęcia. Bez sportowej narracji. Bez presji dbania o formę. Rower nie jest symbolem ambicji — jest narzędziem codzienności. To bardzo poruszyło mnie w kontekście uważnego życia. Bo kiedy ruch przestaje być przymusem, a staje się naturalnym elementem dnia, zmien...

Czym są Jamy w Jodze – kilka osobistych refleksji z codziennej praktyki

  Przez długi czas joga kojarzyła mi się głównie z matą, ruchem i oddechem. Z czasem jednak coraz wyraźniej zaczęłam czuć, że to, co najważniejsze, dzieje się poza praktyką fizyczną — w relacjach, w wyborach, w sposobie, w jaki żyję na co dzień. Właśnie tam spotkałam jamy . Nie przyszły do mnie jako teoria ani zbiór zasad do odhaczenia. Raczej jako ciche pytania: jak traktuję siebie? jak odnoszę się do innych? czego tak naprawdę potrzebuję? Dopiero później dowiedziałam się, że te pytania od wieków mają swoje miejsce w filozofii jogi. Jamy to pięć prostych, a jednocześnie bardzo wymagających wskazówek dotyczących życia w świecie. Nie mówią, co „musimy”, ale zapraszają do większej uważności. I choć pochodzą z dawnych tekstów, dla mnie są niezwykle współczesne. Ahimsa przyszła do mnie jako pierwsza. Nie jako wielkie hasło o niekrzywdzeniu świata, ale jako nauka łagodności wobec siebie. Zrozumiałam, jak często byłam dla siebie surowa — w myślach, ocenach, oczekiwaniach. Z czasem ahim...

Aparigraha – droga do prostoty, która przyszła naturalnie

  Od kilku dobrych lat zauważam, że moje życie stopniowo się upraszcza. Nie był to nagły zwrot ani świadoma decyzja podjęta z dnia na dzień. To raczej proces, który działo się we mnie cicho, naturalnie, bez presji. Z czasem zaczęłam rezygnować z nadmiaru rzeczy, ograniczać zakupy, przestawać gromadzić „na wszelki wypadek”. Coraz mniej przedmiotów zaczęło mieć dla mnie realne znaczenie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to, co robię intuicyjnie, w jodze nazywa się aparigraha . Aparigraha to jedna z jam — zasad etycznych, które stanowią fundament praktyki jogi. Najczęściej tłumaczy się ją jako nieposiadanie, nieprzywiązywanie się, brak chciwości. Dla mnie jednak nie oznacza ona wyrzeczenia czy surowej ascezy. To raczej świadomy wybór prostoty i uważności. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że praktykuję aparigrahę w codziennym życiu, nawet jeśli przez długi czas nie byłam tego świadoma. Minimalizm stał się dla mnie nie tylko porządkowaniem przestrzeni, ale przede wszystkim porządkowaniem ...

Brahmacarya – cicha sztuka kierowania własną energią

  Brahmacarya nie jest dla mnie słowem z odległych nauk ani duchowym nakazem, który należałoby rozumieć dosłownie. W moim kobiecym, wolnościowym doświadczeniu to raczej zaproszenie do subtelnego, ciepłego spotkania z własną energią – tą najbardziej pierwotną, twórczą, żywą. To jak powrót do źródła, które pulsuje tuż pod skórą, przypominając, że mogę sama decydować, gdzie ta energia popłynie. Kiedy myślę o brahmacaryi, widzę delikatny ruch: od rozproszenia do skupienia, od automatycznego reagowania do świadomego czucia. To moment, w którym zatrzymuję się i pytam siebie: czy to, w czym jestem, mnie karmi? Czy to, na co patrzę, do czego lgnę, z kim przebywam, wzmacnia moje światło, czy raczej je osłabia? W takim rozumieniu brahmacarya nie ma nic wspólnego z tłumieniem pragnień czy wstydzeniem się własnej zmysłowości. Przeciwnie — to zaproszenie do intymnej, szczerej rozmowy z własnym pożądaniem, które samo w sobie jest neutralne, piękne, niewinne. To energia twórcza, która chce pły...

Moksza – wolność rozumiana głęboko

  Moksza w tradycji jest najwyższym celem życia duchowego: wyzwoleniem z cyklu narodzin i śmierci, zakończeniem karmicznych zależności, przekroczeniem ograniczeń, które wiążą człowieka z jego historią, lękami i nieświadomością. W klasycznych tekstach opisuje się ją jako pełne rozpoznanie własnej natury i uwolnienie od tego, co zmienne, nietrwałe, zbudowane na iluzji. Jednak moksza nie jest wyłącznie abstrakcyjną obietnicą ani ideą odległą od codziennego doświadczenia. To stan, który zaczyna się znacznie bliżej – w sposobie, w jaki patrzysz na siebie i swoje życie. To wolność, która rodzi się nie przez spektakularne wydarzenia, lecz przez trzeźwość i jasność, które pojawiają się, gdy przestajesz reagować z nawyku. Moksza to moment, w którym zauważasz, że coś w Tobie przestaje być sterowane lękiem. Że opinie innych nie mają już tej samej mocy. Że stajesz się mniej podatna na presję, na dramaty, na własne stare schematy. Przeszłość przestaje Cię prowadzić, a przyszłość przestaje niep...

A Ty z czego siebie okradasz? Trzecia Jama Asteya

I mamy grudzień. Plan napięty jak guma w gaciach, a w głowie jedna myśl: „byle do 24 grudnia…”. Powtarzam to sobie jak mantrę, choć dobrze wiem, że po świętach znowu będzie „byle do…” — byle do ferii, byle do wiosny, byle do wakacji, byle do czegoś. I tak można przeżyć całe życie – od „byle do” do kolejnego „byle do”. Ale jak przestać? Jak się zatrzymać? Jak poczuć tu i teraz, kiedy lista zadań wygląda jak niekończący się rolkowany paragon z marketu? Dziś pisałam pracę o trzeciej Jamie — Asteya, która mówi o niekradzeniu. I nie chodzi tu wyłącznie o zabranie komuś dóbr materialnych. To w sumie najprostsza, najbardziej oczywista warstwa. Prawdziwe wyzwanie zaczyna się, kiedy spojrzymy na to z innej strony: ile razy my sami siebie okradamy? Okradamy się z czasu. Z obecności. Z możliwości poczucia zachwytu nad zwykłą chwilą. Z bycia tu, dokładnie teraz. Zamiast żyć — planujemy. Zamiast oddychać — zamartwiamy się przyszłością. Zamiast doświadczać — rozgrzebujemy to, co było. A...