Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2025

Grudzień 2025 - podsumowanie

Grudzień to jeden z najszybciej mijających miesięcy w roku. Znika między palcami niemal niezauważalnie, choć jego ostatni dzień potrafi dłużyć się niemiłosiernie – jakby chciał jeszcze chwilę zatrzymać wszystko w zawieszeniu. Od 1 do 24 grudnia nie mogłam złapać oddechu. Dni były gęste, intensywne, pełne bodźców i zobowiązań. Jarmarki, wigilie firmowe i społeczne, akcja listów do Mikołaja, świąteczne spotkania, zapachy przypraw korzennych i sezon na świece w pełni. Totalny chaos. Taki, który z jednej strony męczy, a z drugiej – paradoksalnie – bardzo lubię. Równowagę w tym czasie łapałam właściwie tylko na macie. To tam mogłam pozwolić sobie na bycie naprawdę tu i teraz. Nauka nie idzie w las – praktykowanie zostawiania problemów za drzwiami sali, dokładnie w momencie wejścia na zajęcia, okazało się umiejętnością na wagę złota. Gdyby nie to, pierwsza połowa grudnia prawdopodobnie kompletnie by mnie zmieliła. Mata była jedynym miejscem, gdzie świat na chwilę się zatrzymywał, a ja mogł...

Grudniowy szał kupowania trwa w najlepsze

Szczerze? Myślałam, że wszyscy już się ogarnęli przed Gwiazdką. Prezenty kupione, lodówki pełne, portfele lekko poturbowane, ale jednak — święta za nami. A tu proszę… grudniowy szał ma się świetnie i ani myśli odpuszczać. W moim mieście znajduje się jedno z największych centrów handlowych. Miejsce, które żyje głównie z ubrań — stoiska różnego pochodzenia, moda z każdego możliwego zakątka świata. I właśnie tam, w sobotę 27 grudnia , po świętach, nie było gdzie palca wetknąć. Parking wypełniony po brzegi, ludzie jak mrówki, kolejki do kas dłuższe niż lista noworocznych postanowień. Sklepy z ubraniami to jedno zaskoczenie. Drugim były powszechnie znane sklepy niemieckiej marki oraz tej z robakiem w logo — tam również tłumy i pełne parkingi, jakby świat miał się zaraz skończyć, a jedzenia nikomu nie zostało po świętach. Patrzyłam na te koszyki wypełnione po brzegi i zastanawiałam się, czy naprawdę przez trzy dni świąt wszystko zostało zjedzone… czy może po prostu „trzeba jeszcze coś doku...

Rok, którego nie da się łatwo podsumować

 Pewnie za chwilę internet zaleje fala podsumowań roku 2025. Sukcesy, liczby, checklisty zrealizowanych celów, zdjęcia, które mają udowodnić, że to był „dobry rok”. I właśnie dlatego zastanawiam się, czy w ogóle jest sens robić własne podsumowanie. Bo jak podsumować rok, który był tak bardzo niestabilny? 2025 był dla mnie sinusoidą emocji. Od chwil euforii, w których naprawdę chciało się żyć, po momenty ciężkie, depresyjne, takie, w których jedynym celem dnia było po prostu przetrwać. Były momenty piękne — prawdziwe, jasne, zostające w pamięci na długo. Ale prawda jest taka, że większość tego roku była walką. Cichą, codzienną, często niewidoczną dla innych. Hasłem, które trzymało mnie w pionie, było jedno zdanie: wszystko jest po coś . Nawet jeśli jeszcze nie wiemy po co. Nawet jeśli w danym momencie brzmi to jak tania pociecha. Powtarzałem je sobie wtedy, gdy wydarzenia wydawały się kompletnie irracjonalne, jak koszmar, z którego nie da się obudzić. I choć do dziś nie potrafię ...

Czy każda tradycja jest dobra?

Czy każda tradycja naprawdę zasługuje na to, by ją bezrefleksyjnie powielać? Szczególnie wtedy, gdy zamiast radości przynosi zmęczenie, frustrację i poczucie przymusu. Przedświąteczny pęd za prezentami — często nikomu niepotrzebnymi. Zakupy ton jedzenia, które i tak po świętach lądują w koszu. Presja, by „zdążyć”, „przygotować”, „zrobić jak trzeba”. Czy to naprawdę dobre zwyczaje? Od kilku lat coraz mocniej czuję, że im mniej robię na święta, tym lepiej się czuję . Zamiast przypadkowych prezentów wolę kupić kilka naprawdę wartościowych — takich, które posłużą dłużej i będą miały sens. Zamiast zastawionego stołu wolę spokój. Zamiast odhaczania kolejnych punktów z listy — oddech. Coraz mniej czuję też potrzebę spędzania świąt dokładnie tak, jak „nakazuje tradycja”. Nie muszę siedzieć przy stole w domu, bo tak wypada. Mogę wyjechać. Mogę zwolnić. Mogę przez trzy dni zakopać się pod kołdrą i oglądać ulubione filmy. I marzy mi się świat, w którym każdy może spędzać święta dokł...

Czy naprawdę musimy to kupić? Przedświąteczna lektura Marty Sapały

Grudzień ma w sobie coś z nieustannego pośpiechu. Galerie handlowe pękają w szwach, skrzynki mailowe uginają się od „ostatnich okazji”, a lista prezentów do kupienia zdaje się żyć własnym życiem. Właśnie ten przedświąteczny szum sprawił, że wróciłam do książki Marty Sapały „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” . Nie z ciekawości, ale z potrzeby – zatrzymania się i sprawdzenia, dlaczego właściwie znowu kupujemy więcej, szybciej i często bezrefleksyjnie. To nie jest poradnik o tym, jak żyć lepiej, oszczędniej czy bardziej „eko”. To nie kolejna lista polecanych gadżetów dla minimalistów ani książka, która obiecuje, że wystarczy wyrzucić połowę rzeczy, by poczuć ulgę. „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” to przede wszystkim dziennik – zapis rocznego eksperymentu kilkunastu gospodarstw domowych z całej Polski, które postanowiły kupować wyłącznie to, co naprawdę niezbędne. Punktem wyjścia jest proste, ale niewygodne pytanie: czy wszystko, co kupujemy, naprawdę musimy posiadać? A w...

„Być jak Kopenhaga” – o ruchu, który jest częścią życia

  Książka Być jak Kopenhaga nie jest dla mnie opowieścią o mieście idealnym. Jest raczej zaproszeniem do spojrzenia na codzienność w inny sposób — spokojniejszy, prostszy, mniej zadaniowy. Czytając ją, miałam wrażenie, że nie chodzi tu o kopiowanie duńskiego stylu życia, ale o zrozumienie pewnej postawy wobec świata. Jednym z motywów, który szczególnie mocno wybrzmiewa między wierszami, jest ruch . Nie jako wyzwanie, trening czy kolejny obowiązek wpisany w kalendarz. Ruch w Kopenhadze nie dzieje się „od święta”. Jest wpisany w codzienne działanie, w zwykłe życie.Duńczycy nie mówią o tym, że „trzeba się ruszać”. Oni po prostu zostawiają samochody i wybierają rower . Jadą nim do pracy, do szkoły, na spotkanie, po zakupy. Bez nadęcia. Bez sportowej narracji. Bez presji dbania o formę. Rower nie jest symbolem ambicji — jest narzędziem codzienności. To bardzo poruszyło mnie w kontekście uważnego życia. Bo kiedy ruch przestaje być przymusem, a staje się naturalnym elementem dnia, zmien...