Kiedyś wydawało mi się, że planowanie jest dla ludzi poukładanych. Takich, którzy kolorowymi zakreślaczami rozpisują każdy dzień, wstają o 5:30 i piją kawę z widokiem na idealnie posprzątaną kuchnię. Ja do tej grupy zdecydowanie nie należę.Przez długi czas myślałam nawet, że nie umiem planować. Bo przecież plany się zmieniają. Pojawiają się nowe pomysły, ktoś dzwoni, wpada nowe zlecenie, dzieci mają swoje potrzeby, a życie z uśmiechem mówi: „Sprawdźmy, co zrobisz z tym planem”.Dopiero kiedy zaczęłam bardziej poznawać swoje ADHD, zrozumiałam, że planowanie wcale nie polega na przewidywaniu przyszłości. Planowanie jest po to, żeby uspokoić głowę. Głowa pełna otwartych kart Mam wrażenie, że mój mózg działa jak przeglądarka internetowa. Otwartych jest trzydzieści kart. Na jednej pomysł na warsztaty, na drugiej lista zakupów, na trzeciej termin jogi, na czwartej wpis na bloga, na piątej przypomnienie, że trzeba odpisać na wiadomość sprzed trzech dni. I żadna z tych kart nie chce się z...
Prosto, naturalnie, uważnie – codzienność w rytmie natury