Kiedyś wydawało mi się, że planowanie jest dla ludzi poukładanych. Takich, którzy kolorowymi zakreślaczami rozpisują każdy dzień, wstają o 5:30 i piją kawę z widokiem na idealnie posprzątaną kuchnię.
Ja do tej grupy zdecydowanie nie należę.Przez długi czas myślałam nawet, że nie umiem planować. Bo przecież plany się zmieniają. Pojawiają się nowe pomysły, ktoś dzwoni, wpada nowe zlecenie, dzieci mają swoje potrzeby, a życie z uśmiechem mówi: „Sprawdźmy, co zrobisz z tym planem”.Dopiero kiedy zaczęłam bardziej poznawać swoje ADHD, zrozumiałam, że planowanie wcale nie polega na przewidywaniu przyszłości.
Planowanie jest po to, żeby uspokoić głowę.
Głowa pełna otwartych kart
Mam wrażenie, że mój mózg działa jak przeglądarka internetowa. Otwartych jest trzydzieści kart. Na jednej pomysł na warsztaty, na drugiej lista zakupów, na trzeciej termin jogi, na czwartej wpis na bloga, na piątej przypomnienie, że trzeba odpisać na wiadomość sprzed trzech dni.
I żadna z tych kart nie chce się zamknąć.
To właśnie dlatego osoby z ADHD często mają poczucie, że cały czas o czymś myślą. Mózg nie odpuszcza. Nawet kiedy odpoczywasz.Dlatego kartka papieru bywa lepsza niż najlepsza aplikacja.Kiedy zapisuję zadanie, mój mózg dostaje sygnał: „Spokojnie. To już nie zginie.”
I nagle robi się ciszej.
Plan nie jest więzieniem
To chyba największe nieporozumienie.
Wiele osób uważa, że plan oznacza sztywność.
Dla mnie jest dokładnie odwrotnie.
Plan daje mi wolność.
Nie muszę co pięć minut zastanawiać się, od czego zacząć. Nie tracę energii na podejmowanie setek drobnych decyzji. Mam kierunek.A kiedy życie wszystko wywróci do góry nogami? Cóż… poprawiam plan i idę dalej.
Bo plan jest dla mnie, a nie ja dla planu.
Dlaczego kocham papierowe planery?
Tak, mogłabym wszystko wrzucić do telefonu.
Ale papier działa na mnie inaczej.
Lubię otworzyć planer, zobaczyć cały tydzień, poprzekładać zadania, przykleić naklejkę, zrobić strzałkę, coś skreślić. Dla mojego mózgu to bardziej namacalne.Może brzmi to dziwnie, ale skreślenie wykonanego zadania daje mi mały zastrzyk satysfakcji.
A takich małych nagród osoby z ADHD bardzo potrzebują.
Mój rok zaczyna się we wrześniu
Nigdy nie czułam, że nowy rok zaczyna się pierwszego stycznia. Dla mnie wszystko rusza po wakacjach. Nowe grupy, nowe zajęcia, nowe warsztaty, nowe pomysły. Dlatego właśnie latem siadam z nowym planerem.
Przelewam na papier wszystkie pomysły, które przez ostatnie miesiące krążyły mi po głowie. Rozpisuję cele, wpisuję ważne daty i zostawiam miejsce na to, czego jeszcze nie wiem.
Bo wiem jedno.
Życie i tak dopisze własny scenariusz.
I bardzo dobrze.
Plan nie ma przewidzieć przyszłości.
Ma pomóc mi spokojniej przez nią przejść.
Może właśnie dlatego co roku kupuję kolejny planer. Nie dlatego, że wierzę w idealną organizację. Tylko dlatego, że wiem, ile spokoju daje mi kartka papieru i długopis.
A resztę…
Jak zwykle.
Pokaże życie. ♥️



Komentarze
Prześlij komentarz