Przejdź do głównej zawartości

Jak nie dać się zwariować we wrześniu? 7 sposobów na stres, zmęczenie i nadmiar obowiązków

 




Wrzesień dla wielu z nas oznacza powrót do szkoły, pracy, zajęć dodatkowych i codziennej rutyny, dlatego nic dziwnego, że właśnie wtedy pojawia się zmęczenie, stres i poczucie, że lista obowiązków zaczyna rosnąć szybciej, niż jesteśmy w stanie ją realizować.Jeśli jesteś mamą, dochodzi do tego plan lekcji, zebrania, treningi dzieci, zakupy, dowożenie, odbieranie i nieustanne sprawdzanie, kto, gdzie i o której ma być. A kiedy jednocześnie pracujesz, prowadzisz lub rozwijasz własną firmę i próbujesz znaleźć czas dla siebie, wrześniowy powrót do rutyny może szybko zamienić się w zwyczajne przeciążenie.

Znam to aż za dobrze.......

Dlatego zamiast tworzyć kolejny poradnik o idealnym zarządzaniu czasem, zebrałam kilka prostych zasad, które sama próbuję stosować, kiedy obowiązków jest za dużo, czasu za mało, a ja zaczynam czuć, że mój kalendarz rządzi mną, zamiast mi pomagać.

1. Jak odpuścić obowiązki? Zacznij od rzeczy, które naprawdę mogą poczekać

Nie złożysz dzisiaj prania? Nic się nie stanie.Czyste ubrania mogą poleżeć w koszu, podłoga nie musi być codziennie idealna, a obiad od czasu do czasu może składać się z tego, co akurat znajdziemy w lodówce.Dom jest miejscem, w którym mamy żyć, odpoczywać i czuć się dobrze, a nie kolejnym projektem, który trzeba każdego dnia perfekcyjnie zrealizować. Kiedy obowiązków jest za dużo, warto zadać sobie jedno pytanie: co naprawdę muszę zrobić dzisiaj, a co może spokojnie poczekać do jutra?

2. Nie musisz być idealną mamą, pracownikiem i kobietą jednocześnie

Chciałybyśmy być dobrymi mamami, świetnie wykonywać swoją pracę, rozwijać pasje, dbać o relacje, zdrowo jeść, ćwiczyć, mieć posprzątany dom, a wieczorem znaleźć jeszcze czas na książkę, pielęgnację i osiem godzin snu. Problem w tym, że to wszystko nie zawsze mieści się w jednym życiu, a już na pewno nie musi zmieścić się w jednym dniu. Jednego dnia więcej energii oddasz pracy, innego dzieciom, a czasami po prostu będziesz zmęczona i jedyne, czego będziesz potrzebowała po powrocie do domu, to cisza, prysznic i łóżko.

I to też jest w porządku.

3. Jak lepiej organizować czas we wrześniu? Zostaw puste miejsca w kalendarzu

Planowanie naprawdę pomaga, szczególnie kiedy trzeba pogodzić pracę, szkołę, dzieci, zajęcia dodatkowe i własne obowiązki, ale łatwo wpaść w pułapkę wypełniania każdej wolnej godziny. Jeżeli pomiędzy 17:00 a 18:00 niczego nie masz, nie oznacza to automatycznie, że trzeba tam coś dopisać. Może właśnie ta godzina powinna pozostać pusta. Na kawę, spacer, rozmowę z dziećmi, kilka spokojnych oddechów, leżenie na kanapie albo zwyczajne nicnierobienie bez poczucia winy.

Puste miejsce w kalendarzu też jest częścią planu.


 

4. Odpoczynek przy nadmiarze obowiązków nie jest stratą czasu

Przez lata można funkcjonować według zasady: jeszcze tylko to zrobię, jeszcze posprzątam, odpiszę na wiadomości, przygotuję rzeczy na jutro — i wtedy odpocznę. Tyle że „wtedy” właściwie nigdy nie przychodzi. Lista obowiązków nie ma końca, dlatego odpoczynek nie może być nagrodą, na którą zasługujemy dopiero po wykonaniu wszystkich zadań. Czasami najlepszą rzeczą, jaką możemy zrobić dla siebie, jest zatrzymanie się w połowie listy i powiedzenie:

Na dzisiaj wystarczy.

5. Jak zmniejszyć stres? Zamień „idealnie” na „wystarczająco dobrze”

Nie każdy dzień musi być produktywny, nie każdy posiłek domowy, nie każdy pomysł dopracowany, nie każde zdjęcie idealne i nie każdy punkt z listy odhaczony. Dążenie do perfekcji zabiera ogromną ilość energii, szczególnie wtedy, kiedy już jesteśmy zmęczone. Czasami wykonanie czegoś na 80% jest dokładnie tym, czego potrzebujemy, żeby zachować trochę siły na pozostałą część dnia.

Mniej presji. Więcej luzu.

6. Znajdź codziennie choć chwilę tylko dla siebie

Nie dla dzieci. Nie dla pracy. Nie dla domu. Dla siebie. Może to być joga, spacer, kawa wypita bez telefonu, muzyka w samochodzie, kilka stron książki albo piętnaście minut, podczas których nikt niczego od Ciebie nie chce. Nie potrzebujemy kolejnego skomplikowanego rytuału self-care, który za chwilę stanie się następnym obowiązkiem.

Potrzebujemy czasami po prostu pobyć ze sobą i dać głowie chwilę odpoczynku.


 

7. Zaplanuj coś przyjemnego, na co będziesz czekać

Kiedy kalendarz wypełniają przede wszystkim rzeczy, które muszę, staram się świadomie wpisać do niego również coś, czego chcę. Może to być krótki urlop, wyjazd na grzyby, kino, koncert, masaż, spacer po lesie, spotkanie z przyjaciółką albo dzień, którego nie zaplanujesz od rana do wieczora. Nie musi być drogo, daleko ani spektakularnie. Ważne, żeby było coś, na co naprawdę czekasz, ponieważ nawet mała przyjemność zaplanowana na koniec trudnego tygodnia potrafi zmienić perspektywę.

Planuj nie tylko obowiązki. Planuj również przyjemności.


 

Jak przetrwać wrześniowy chaos i nie zwariować?

Wrzesień minie.

Plan lekcji przestanie być zagadką, treningi znajdą swoje stałe miejsce, nowe obowiązki zaczną być rutyną, a codzienna logistyka powoli stanie się łatwiejsza.

Do tego czasu przypominam sobie:

Nie muszę wszystkiego.

Mogę być zmęczona.

Mogę odpuścić.

Mogę zmienić plan.

Bo może właśnie o to chodzi w tych naszych Naturalnych Wibracjach — nie o stworzenie życia, w którym zawsze panuje spokój, ale o nauczenie się odnajdywania małych chwil spokoju nawet wtedy, kiedy dookoła trwa kompletny wrześniowy chaos.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rok, którego nie da się łatwo podsumować

 Pewnie za chwilę internet zaleje fala podsumowań roku 2025. Sukcesy, liczby, checklisty zrealizowanych celów, zdjęcia, które mają udowodnić, że to był „dobry rok”. I właśnie dlatego zastanawiam się, czy w ogóle jest sens robić własne podsumowanie. Bo jak podsumować rok, który był tak bardzo niestabilny? 2025 był dla mnie sinusoidą emocji. Od chwil euforii, w których naprawdę chciało się żyć, po momenty ciężkie, depresyjne, takie, w których jedynym celem dnia było po prostu przetrwać. Były momenty piękne — prawdziwe, jasne, zostające w pamięci na długo. Ale prawda jest taka, że większość tego roku była walką. Cichą, codzienną, często niewidoczną dla innych. Hasłem, które trzymało mnie w pionie, było jedno zdanie: wszystko jest po coś . Nawet jeśli jeszcze nie wiemy po co. Nawet jeśli w danym momencie brzmi to jak tania pociecha. Powtarzałem je sobie wtedy, gdy wydarzenia wydawały się kompletnie irracjonalne, jak koszmar, z którego nie da się obudzić. I choć do dziś nie potrafię ...

Czy naprawdę musimy to kupić? Przedświąteczna lektura Marty Sapały

Grudzień ma w sobie coś z nieustannego pośpiechu. Galerie handlowe pękają w szwach, skrzynki mailowe uginają się od „ostatnich okazji”, a lista prezentów do kupienia zdaje się żyć własnym życiem. Właśnie ten przedświąteczny szum sprawił, że wróciłam do książki Marty Sapały „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” . Nie z ciekawości, ale z potrzeby – zatrzymania się i sprawdzenia, dlaczego właściwie znowu kupujemy więcej, szybciej i często bezrefleksyjnie. To nie jest poradnik o tym, jak żyć lepiej, oszczędniej czy bardziej „eko”. To nie kolejna lista polecanych gadżetów dla minimalistów ani książka, która obiecuje, że wystarczy wyrzucić połowę rzeczy, by poczuć ulgę. „Mniej intymny portret zakupowy Polaków” to przede wszystkim dziennik – zapis rocznego eksperymentu kilkunastu gospodarstw domowych z całej Polski, które postanowiły kupować wyłącznie to, co naprawdę niezbędne. Punktem wyjścia jest proste, ale niewygodne pytanie: czy wszystko, co kupujemy, naprawdę musimy posiadać? A w...

Październikowe zatrzymanie – jak kontuzja nauczyła mnie spokoju, uważności i wdzięczności

Październik miał wyglądać zupełnie inaczej. Miał być aktywny, pełen planów, ruchu i przygotowań do jesieni. Tymczasem los postanowił inaczej i już od początku miesiąca zostałam unieruchomiona z powodu naderwanego więzadła. Większość moich październikowych planów poszła w… powiedzmy „kosmos”, ale postanowiłam nie załamywać rąk i spróbować obrócić tę sytuację w coś pozytywnego. Skoro nie mogę się ruszać, to mogę się zatrzymać – dosłownie i w przenośni.  Czas na książki i refleksję Zaczęłam nadrabiać lektury, które od dawna czekały na swoją kolej. Szczególnie te potrzebne podczas kursu nauczycielskiego jogi, który zaczynam już w listopadzie. To zabawne, że kiedy w końcu mam czas na naukę i refleksję, moje ciało mówi „stop”, a głowa – pierwszy raz od dawna – zaczyna się wyciszać. Spisałam plan dnia i trzymam się go konsekwentnie, bo teraz nic go nie zaburza. Codzienne rytuały w rytmie slow Każdy dzień wygląda podobnie: herbata, lektura, chwila medytacji, trochę pracy twórczej...